Irysy
W ogródku mojej babci garść irysów
świergoce, że wraz z czerwcem odszedł smutek
i jak w zachwycie spływa ich fiolet na sztachety.
Pełno tam dziwów drapowanych w czyjeś rysy,
poznane w długie noce jak w samotni -
ogródku mojej babci. Szczypta soli
już spuchła niemal. Palce szare, bure niczym myszy
i wszyscy bracia, siostry – ci nielotni,
gdy bez zachwytu połykają głos kobiecy,
ten, co rozpływa się powoli.
Nim noc się skończy i dogmaty też się skończą
powstaną zmarli niczym wiersze z pyłu ziemi.
Aż wstanie świt, kiedy odpowiedź staje w gardle,
na cóż im słowa? Ile można się rozczulać
ogródkiem babci i cynobrem na irysach.
![]() |
| aż wstanie świt... |
02.06.2008

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz