Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwierzątka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwierzątka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 grudnia 2013

Zwierzątko i śnieg



Próbuje się wielu rzeczy. Dziś spróbuję napisać
wiersz dla ciebie, daj mu więc jakąś szansę –
musi się przecież odnaleźć jak malutkie zwierzątko
widzące śnieg po raz pierwszy.

Próbuje się smaków i leczyć. Spróbuję opisać
wierszem śnieg pod łapkami zwierzątka –
znikający i miękki.

Zwierzątko nie wie, że pod łapkami znikają
miniaturowe obrazy zamarznięte w kryształkach.
Śnieg nie wie, co czuje zwierzątko,
wystraszone, zziębnięte.
Zwierzątko i śnieg – osobne,
razem musiały się spotkać.
Bez nich nie zaistniałby wiersz,
bez wiersza – pretekst.


22.12.2013



Dama z gronostajem, źródło: Wikipedia

sobota, 6 lipca 2013

Przewrót lipcowy



Dziś do bestiarium dołączył mały, dżungarski chomik,
Nie lada kłopot, bo święcie wierzy w chiński maoizm,
Co tu z nim zrobić, gdy mi pod biurkiem wmawia zwierzątkom,
Że czas się poddać nowym i ważnym ideologiom.

Małe to takie, ale zawzięte, w swoje praktyki
Chce włączyć dzika, jeża, perliczkę - co za intrygi!
Tak mi zamotać pod moim biurkiem, co teraz zrobić?
Nie lada kłopot, gdy chomik wierzy w chiński maoizm.

Dzisiaj w bestiarium trwa poruszenie, chomik ogłosił,
Że kolektywizm pora wprowadzić, kilka rokoszy
I z kłami wszystkie zwierzątka równo wystąpią zbrojnie,
Czas rewolucji, bo przecież trzeba dążyć ku wojnie.

Dziś do bestiarium dołączył mały chomik z Dżungarii,
Nie lada kłopot, bo trzeba było go czymś nakarmić,
Lecz co mu podać, gdy dobro wspólne już zjedli wszyscy
I pucz chomiczy o głodnym pysku skończył się niczym.


06.07.2013

Idee

poniedziałek, 1 lipca 2013

O hultaju słonecznym



Przyniósł mi Słonko, ono uciekło, ach co za Słońce,
Tak się zachować, schować się niczym płochy zajączek,
Taki mi numer wywinąć wstyd to, boże skaranie
Trzeba czym prędzej zająć się Słonka nie-wychowaniem

Ach co za Słońce, nic nie chce słuchać, ciągle ucieka,
To już naprawdę za dużo nerwów jak na człowieka,
Jest i go nie ma, to się ukrywa to się pojawia,
Brak w tym kultury, a przecież ona - poważna sprawa.

Zatem nie dąsaj się Słonko jasne, Słonko ciepluśkie,
Wyjdź zza obłoczka, rozświetl nam niebo i rozchmurz buźkę,
Przecież to nic to, że czasem zmienna bywa pogoda,
To przecież żadna nie jest dla Słonka ważna przeszkoda.

Przyniósł mi Słonko, złapał mi Słońce aż na Zachodzie,
Przepadło w chmurach, choć nic nie ginie ponoć w przyrodzie,
Zatem gdzie jesteś, urwisie światła, jasny hultaju,
Gdzie dzisiaj świecisz, w jakim to znowu odległym kraju?

Ach co za Słońce, on mi je przyniósł, przywiózł na sznurku,
Już prawie, prawie je uwiązałam przy swoim biurku,
Sznurek był chyba made in China i bez atestów
I weź tu teraz w kawałek sznurka premię inwestuj.



fot. Łukasz Necio

środa, 21 listopada 2012

Wiersz z konikiem

gdzie ty jesteś koniku? czy po niebie biegasz,

zamiatasz jaskółki prosto pod kopyta,

a pan ci daje obrok, dosypuje owsa

i nawet sam gabryjel nie może cię schwytać.



gdzie ty jesteś koniku? czy ci jest jak w domu,

czy masz tam swoją stajnię, żłób, a w żłobie siano

czy też biegasz po niebach, krzeszesz podkowami

spadające gwiazdy, grzywą siejesz zamęt?



gdzie ty jesteś koniku? kto ci pot wyciera,

gdy parujesz cały jak skłębiony obłok?

konik bez furmana i w niebie umiera,

choć mu żyta sypią do kolacji dobrze.



gdzie ty jesteś koniku? gdzie jesteś furmanie -

czyście się spotkali przy niebieskiej orce?

podobno pól tam w górze mają do zbierania,

że nie starczy życia na miarę ich korcy.



gdzie jesteś furmanie? czy ci konik służy?

czy bacik jak zawsze wzdycha w twojej ręce:

żeby się znarowił, żebym ciął powietrza.

a konik tylko parska, ma dziś całą wieczność.



"Wio koniku, a jak się postarasz..."

niedziela, 18 listopada 2012

O jednej kurce, co ukradła słonko

Dzik idzie z kurą, kura pod skrzydłem słoneczko niesie,

jasne, świetliste jakby to wcale nie była jesień

i mgieł nie było na drogach, polach i po opłotkach,

ukradła słońce i do mnie niesie – taki z niej psotnik.



Ach dziku, dziku, czy ty nie widzisz, co robi kurka,

że dumna niczym Ludwik XIV, wielka burżujka,

ot wzięła słonko, ogołociła niebo nad światem,

ciemność egipska już od Paryża po Ałma-Atę.



Kurka pod skrzydłem niesie mi słonko, wiesza nad biurkiem,

równo, dokładnie, jakby była słońca chirurgiem,

wychodzą z kątów zwierzątka różne, zwierzątka dzikie,

ściągają futra, chcą się opalać, raban jest migiem.



Ach dziku, dziku, czy ty nie widzisz, co robi kurka,

słonko zamknęła w moim pokoju i stroszy piórka,

jakby zupełnie nic się nie stało, na gwoździu wisi,

słonko z pętelką, a kto zwierzątka gołe uciszy?



18.11.2012


"Co słonko widziało..."

Wiersz ze świerszczem



A co mi powiesz jak śnieg minie,

gdy nam przestanie wciąż zamarzać

czas, z czasem słowa – wiersz w zapałce

i wspólna przestrzeń za kominem?



A co mi powiesz za dwa roki,

za wieki wieków, za dobranoc -

czy się obudzi świerszcz po zimie

i spojrzy na nas groźnym okiem?



A co mi powiesz do muzyki

i do koncertu co mi powiesz,

czy świerszcz oswoi się na dobre,

czy ci się uda, żeby przywykł?



A co mi powiesz, gdy przyrośnie

świerszcz ze skrzypcami do wieczności,

czy nam nie będzie wciąż przeszkadzał

grając przez zimę aż do wiosny?



A co mi powiesz – powiedz tylko,

że koncert to jest noc polarna,

że świerszcz w kominie – mała gwiazda,

która na szczęście zawsze spada.



A co mi powiesz jak śnieg minie,

a co mi powiesz za dwa roki

i do koncertu co mi powiesz,

gdy już pomrzemy snem głębokim?





07.03.2010/18.11.2012

gdy już pomrzemy snem głębokim...

sobota, 20 października 2012

Wiersz o lisach pachnących



Są takie lisy, co proszę Państwa, pachną firmowo

Calvinem Kleinem, gdy się im spryska i to i - owo

i nadzwyczajnie  całe pachnące chodzą po mieście

jakby im nie dość było zapachów, ach nie dość jeszcze.



Są takie listy, co proszę Panów, Wielmożne Panie,

płatają figle, nieznośne bardzo i bisurmanie,

bo kto to widział, żeby chodziły lisy przy drodze,

okiem świeciły, kitą cliwiły, no jak to, no gdzie?



Są takie lisy, co proszę Pań, co proszę Panów,

gotowe ciągle są do przydrożnych różnych bałamuctw

i zatrzymują auta podróżnym w przebraniu misia

każą im dmuchać czy to też żytnia, czy też nie- żytnia?



Są takie lisy, co proszę Panów, Wielmożne Panie,

noszą się modnie, bo pod futerkiem mają barchanie

nogawki długie od pantalonów, które wystają,

aż ileż cliwek, aż ileż, ileż pod nimi mają.



Są takie lisy, co proszę Państwa, sam z nimi kłopot,

i nic tu nie da pisanie wiersza i epistrofą,

bo kiedy lisy całe pachnące chodzą po mieście,

no ileż można, skaranie pańskie, no ileż jeszcze?



20.10.2012

niedziela, 14 października 2012

Ktokolwiek wie



Lisica ruda przyszła odwiedzić bestiarium dzikie,

Chcą ją przywitać moje zwierzątka z wrzaskiem i krzykiem,

Aż mi się skryła pod połem płaszcza, wyjść nie chce wcale,

A już czekają dzik i perliczka – tu jakieś „ale”.



Lisica ruda przyszła odwiedzić bestiarium śliczne,

Co chociaż dzikie, to w gruncie rzeczy jest anhelliczne,

Lecz co tu zrobić z lisicą taką, która się wstydzi

Pod płaszczem siedzi z uśmiechem niczym u Mona Lisy.



Lisica ruda przyszła odwiedzić bestiarium różne,

Zwierzątka krzyczą, wrzeszczą zwierzątka, nic nieposłuszne,

Ona by chciała, ale się boi, siedzi pod płaszczem,

Ach, kto lisicę po rudej główce chociaż pogłaszcze.



Lisica ruda przyszła odwiedzić bestiarium liczne,

Pod moim biurkiem, upchane w kąty i bukoliczne,

Siedzi pod płaszczem i wzrokiem szuka w zwierzyńcu lisa

Gdzie się podziewa, ktokolwiek wie, ktokolwiek widział?



14.10.2012



wiersz znalazł się w grudniowym numerze krakowskiego miesięcznika Vis-aVis: Numer Grudniowy


fot. Piotr Kalinowski, strona autora: KLIKNIJ          

sobota, 13 października 2012

Liskowo




Ach, wiersza z lisem dzisiaj wieczorem mi się zachciało,

Z lisem co kitę ma rudą, pyszną i przewspaniałą,

Który wędruje tuż obok drogi i tylko czeka,

Aż się pojawi w czymś tam pędzącym zarys człowieka.



Wielkie to pędzi, miga światłami, po oczach bije

Za kierownicą pan jakiś siedzi – wielkie mecyje!

Lis już ciekawy bliżej podchodzi, uszy postawił,

Raz, dwa – kierowca lisią duszyczkę ciała pozbawił.



Błąka się lisek poboczem drogi, nie ma już kity,

Przygodnym był tu jak nauki mądre od Akwinity,

Ogon mu porwał pan z samochodu, zabrał i basta,

Natura lisa już taka prosta – nic nie odrasta.



Ach wiersza z lisem mi się zachciało dzisiaj wieczorem,

Czy to też w porę, czy też – jak bywa – może nie w porę.

Morału nie ma, list tylko leży całkiem nieżywy,

W obłokach rudych wędruje niebem – ponoć szczęśliwy.





13.10.2012


fot. Krzysztof Kijanowski, strona autora: KLIK

piątek, 12 października 2012

Mój przyjaciel jeż



Jeż się najeżył i fuka, prycha i fochy stroi,

grożę mu palcem, ale się wcale tego nie boi,

wychodzi z biurka, papierek w pyszczku ma po cukierku -

ach jeżu, jeżu, cóżeś narobił na tym spacerku.



Jeż się najeżył i fuka, prycha i oczka robi,

że śmiem mu grozić, że mi z cukierków biurko obrobił,

spustoszył wszystko, wyjadł mi do cna, ograbił całe -

ach jeżu, jeżu, cóżeś narobił, stworzonko małe.



Jeż się najeżył i fuka, prycha, nosek zadziera,

wszędzie mi wchodzi, na stół, na łóżko, do komputera

i nie usiedzi ani minuty, chce wiedzieć wszystko -

ach jeżu, jeżu, cóżeś narobił, wielkie panisko.



Jeż się pofukał, najeżył cały, warczy i prycha

ani go dotknąć, ani pogłaskać, w szafę się wpycha,

a tam ze szczotką baluje w wieczór, zimny i ciemny

ach jeżu, jeżu, czy to tak można w wieczór jesienny?




12.10.2012

niedziela, 7 października 2012

Bestiarium



Zwierzątka liczne, coraz liczniejsze, różne zwierzątka

Upchać je w kąt, kąty zapełnić, zmieścić po kątach

Niech się oswoją, niechaj przywykną, niech się polubią

Zwierzątka śliczne, zwierzątka dzikie, pod moim biurkiem.



Liczność zwierzątek, zwierzątka liczne są już od rana,

Przychodzi kurka, dzik za nią dziki, perliczka – sama

Upchać je w kąt, kąty zapełnić, zmieścić po kątach,

Niechaj przywykną, niech się rozgoszczą śliczne zwierzątka.



Zwierzątek liczność i ich konieczność się rozprzestrzenia,

Upchać je w kąt, kąty zapełnić, schować w kieszenie

Zwierzątka ciche, zwierzątka głośne w kaloryferze

Niech się polubią, niechaj przywykną, tak ludzko szczerze.



W zwierzątkach liczność, a ich potrzeby, że głowa boli,

Upchać je w kąt, zboża im rzucić, siana do woli,

Zwierzątka jedzą, zwierzątka żują, dziobią i chłepcą

Chcą zjeść mi pokój, dywan firanki, lecz kurzów nie chcą.



Zwierzątek mnogość coraz liczniejsza się rozprzestrzenia

I jest bestiarium, calutka niemal encyklopedia

Upchana w kąty, kąty zapełnia, mieszka po kątach

Chce by je głaskać, drapać za uchem i po nich sprzątać.



Liczności śliczność, dzikości różność, co z tobą zrobić,

Żywot cygański, gdy tak biegają na wszystkie strony

Upychać w kąty, kąty zapełniać, mieścić po kątach

A może wcale ich już nie łapać, po prostu – bo tak!



Zwierzątka śliczne, zwierzątka dzikie, pod moim biurkiem

Niech się oswoją, niechaj przywykną, niech się polubią

Zwierzątka ciche, zwierzątka głośne w kaloryferze

Niech się polubią, niechaj przywykną, tak ludzko szczerze.





07.10.2012


Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...