Tramwaje miewają nieprzyjazne brzuchy,
wypluwają resztki – ostatni przystanek –
siny mróz na zewnątrz, tłoczą się, gdzie pociąg,
odrzucone w przeciąg i sterylne fugi
Wieczór niczym tłumik, pierwszy krzyk i oddech
umieszczony w przedział, nieoznakowane
dokąd – przód - tył – dokąd, prowadzą te szyny?
Znów upada smoczek – znajdzie się nad ranem
Gwizd świst i bucha para – strach bywa skroplony
w uszach brzmi jak mamo, stukot kół się wzmaga –
widać mają węgiel, pośpiesznie drą tory,
mają nawet ceres, przodu – tył nie dosyć.
13.11.2007
[caption id="attachment_218" align="aligncenter" width="360"]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz