Tramwaj – zebra – tory, trzeba przejść na światłach,
strzepując śnieg z płaszcza w ramiona przystanku,
zmatowiałe twarze – sierpy błyszczą wokół
mróz rozsadza z trzaskiem rozcierane dłonie.
W ostatnim przedziale stukot kół się wzmaga,
uciszane dzieci jedzą artificial
chocolate ceres bar – Czas się chwycić sznurka –
upomina pani, gdzieś przy Rondzie Gułag.
I nagle przedszkole niknie w ikonostas
malowidłem szronu pisany na szybie,
łupię mandarynki na zakręcie domu,
w okamgnieniu pachnie herbata - samowar.
21.10.2007
[caption id="attachment_211" align="aligncenter" width="554"]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz