Ach, wiersza z lisem dzisiaj wieczorem mi się zachciało,
Z lisem co kitę ma rudą, pyszną i przewspaniałą,
Który wędruje tuż obok drogi i tylko czeka,
Aż się pojawi w czymś tam pędzącym zarys człowieka.
Wielkie to pędzi, miga światłami, po oczach bije
Za kierownicą pan jakiś siedzi – wielkie mecyje!
Lis już ciekawy bliżej podchodzi, uszy postawił,
Raz, dwa – kierowca lisią duszyczkę ciała pozbawił.
Błąka się lisek poboczem drogi, nie ma już kity,
Przygodnym był tu jak nauki mądre od Akwinity,
Ogon mu porwał pan z samochodu, zabrał i basta,
Natura lisa już taka prosta – nic nie odrasta.
Ach wiersza z lisem mi się zachciało dzisiaj wieczorem,
Czy to też w porę, czy też – jak bywa – może nie w porę.
Morału nie ma, list tylko leży całkiem nieżywy,
W obłokach rudych wędruje niebem – ponoć szczęśliwy.
13.10.2012
![]() |
| fot. Krzysztof Kijanowski, strona autora: KLIK |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz