Rzucona na stół połać domu,
trzaśnięcie drzwiami, by żaluzje
skurczyły w sobie jasność okien
i kurz błądzący po kryjomu.
Nikt tu nikomu nie był królem,
nie bycie katem nie jest lepsze –
stopić się w deszczu, spłonąć śniegiem,
ta czerwień twarzy, czerwień głodu.
Bo głodna byłaś Bereniko,
siedząc przy stole jak my pustym,
kurcząca w sobie to, co ważne
i ciemna, że aż oko wykol.
Nikt tam nikomu nie był katem,
nie bycie królem nie jest lepsze -
wiesz, chmurna byłaś, hebanowa;
jutro też będziesz – wciąż i znowu.
Płonie ci w śniegu czerwień twarzy,
której się wstydzisz, kryjesz w sobie,
a dom się w kurzu rozpromienia
i w parku widzą – jasność okien - - -
[caption id="attachment_299" align="aligncenter" width="300"]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz