niedziela, 20 maja 2012

Z cyklu: Lekturki – “transmisje NA ŻYWO”

Marty Półtorak „Transmisje NA ŻYWO”

Do lektury tomiku Marty Półtorak (do czego notabene zabierałam się niczym sójka wybierająca się za morze) zachęciło mnie video z wywiadem przeprowadzonym przez Małgorzatę Lebdę w ramach programu „Rozmowy przy książkach”. Tomik zaskoczył mnie nieco swoim rozmiarem – przy wymiarach 14,5x10 (dzięki którym wszak mieści się w torebce!), obejmuje 93 strony, 44 wiersze, do lektury których zachęcają Elżbieta Zachenter-Spławińska i Eryk Ostrowski. Patronat honorowy nad wydaniem objął Śródmiejski Ośrodek Kultury (który wcześniej wydał jej debiutancki arkusz poetycki „Globalne zadymy” - 2009), zaś patronat medialny pismo kulturalne „Fragile”.

Kartonowa, biała okładka mieści z przodu fragment Tryptyku Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga. Co mogą mieć ze sobą wspólnego wizje średniowiecznego malarza i autorki tomiku? Obraz jak i tytuł zbiorku pochodzą z dwóch różnych światów. Postmodernistyczne „transmisje” i dzieło sztuki, które w dzisiejszych czasach przedstawia jedynie wartość historyczną wydają się wyjątkowo do siebie nie pasować. I to w zasadzie jest strzał w dziesiątkę, bo ów brak harmonii od razu zmusza do pomyślunku – jak i dlaczego? Nie chcąc jednak sądzić książki li i jedynie po okładce, zaglądam do jej zawartości.

Marta Półtorak wita się z czytelnikiem na samym wstępie, gdzie można przeczytać jej notę biograficzną i zobaczyć zdjęcie, a takie rzeczy przywykłam widzieć i czytać na sam koniec – bo albo autor prezentuje się na tylnej okładce, albo gdzieś na końcu tomiku, a tutaj autorka robi to na początku. Całkiem sensowne rozwiązanie, dzięki temu daje się poznać czytelnikowi jeszcze przed lekturą wierszy, jakby upewniając się, że nie będzie dla niego tylko bezosobową postacią.

Pierwszy wiersz, z którego zaczerpnięty jest tytuł tomiku, przechodzi do sedna sprawy: „łudzimy się skutecznością miłosnych listów”, co po nas zostanie to według autorki „tylko modnie pomarańczowy kapok/ na ekranach monitorów/ w czasie transmisji na żywo”. Marta Półtorak widzi okrucieństwo istnienia i przedstawia w tym wierszu całą gorzką prawdę o życiu. Nie ma nic co nas ocali, czekamy na swój sąd ostateczny i choćbyśmy tego chcieli, czy nie – on i tak nadejdzie. Zdając sobie z tego sprawę, w wierszu „Modlitwa”, poetka zwraca się bezpośrednio do Najwyższego. Nie szuka pięknych słów, przychodzi „na chwilę wyklepać pacierz”, przyznając się do swoich słabości i pokazując swoje ludzkie oblicze, jakby chciała powiedzieć, że może nie ma czasu, ochoty, albo siły na coś więcej (na formalizm, obrządki?). Tak jak nie „ceregieli się” z odbiorcami w wierszu otwierającym tomik, tak i tutaj nie zmienia swojej postawy. Jest szczera, nawet jeśli jej ton miałby być obrazą majestatu. Tym jednak wygrywa i wydaje mi się, że Najwyższy przychylnie spojrzy na jej prośbę („może więc prócz/ ognia zarazy i wojny/ od ślepej miłości uchowaj”). Pomimo całej wzniosłości, która pozłaca sferę mistyczną, czyniąc ją jeszcze bardziej odległą, Marta Półtorak widzi, że „ludzie są ludźmi/ a święci na pobożnych obrazkach/ obrośli w legendy”. To pozwala jej na porównanie tej sfery do science fiction („*** Zimne czeluście”). I nawet wydający się bliższy zwykłemu zjadaczowi chleba stary wiejski drewniany kościółek może odstraszać swoimi malowidłami, które przetrwały do naszych czasów. Życie wieczne i refleksja nad nim wysuwa się na pierwszy plan, gdy autorka pointuje kolejny wiersz („Modlitewnik Anny Boldyn”): „mówią/ że Anna zmarła w wierze/ podobno wystarczy”. To „podobno” pozostawia jednak sporą dozę niepewności, nie możemy tego poznać tu i teraz, pozostaje mieć nadzieję, że tak jest, ale czy nie jest to tylko naszym pobożnym życzeniem?

U Marty Półtorak, sacrum miesza się z profanum – profanum dlatego, ponieważ gdzieś między relikwie wskakuje obraz galerii handlowych („*** To stało się”) i podobnie jak „transmisje na żywo”, zakłócają to, co ma być przecież święte i celebrowane. Z drugiej jednak strony, gdy przyjrzeć się życiu, to elementy te przeplatają się w nim, nie jesteśmy w stanie takich galerii handlowych uniknąć. I na nic porady specjalistów i złote obietnice wciskane przez świat reklam. Gdy czytam wiersz „Liczenie nietoperzy”, to właśnie takimi wyobrażam sobie słowa: „należy zatem myć ręce po użyciu banknotów/ bo inaczej pomrzemy”. Przejmowanie roli Boga przez ludzkość trwa w najlepsze i ma się coraz lepiej, w końcu jak pisze autorka: „trybunał orzekł…”, „dyrektywa ściśle określa…”, na cóż nam coś więcej i być może słowa biskupa „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz…”. Komu dzisiaj uwierzyć? I choć poetka nie podaje gotowego rozwiązania, a jedynie pokazuje nam obraz: „poruszyły się kości zmarłych/ zamurowanych w kryptach/ Tak właśnie wygląda życie grobowe”, to właśnie ta pointa otwiera oczy na to, czego dzisiaj widzieć nikt nie chce, gdy śmierć jest passe ponieważ nie da się jej odstraszyć za pomocą botoksu (na razie?). O śmierci w „Transmisjach NA ŻYWO” jest całkiem sporo. Są kościotrupy, stęchlizna, katafalk, „sarkofagi ludzkich ciał” – Pani Śmierć tańczy swój danse macabre, nie przejmując się współczesną modą na wieczną młodość. A co dzieje się z szefami mafii, których poetka nazywa „Bogami na ziemi”? I oni czasem potrzebują modlitwy, i za nich czasem odprawiane są msze – swoisty paradoks. Chyba najmocniej jednak oddziałuje na mnie wizja z wiersza „Martwa natura (na krakowskim Kazimierzu”), gdzie obraz getta i umierających wyłania się spomiędzy stolików w modnych knajpach, a pośród tego ukrzyżowany Chrystus, krucyfiks – martwa natura. A zatem co zostało z przeszłości, tragedii tysięcy osób i symboli? Czy nie stanowią dziś tylko atrakcji turystycznej, miejsc, na których tle trzeba zrobić sobie zdjęcie i odhaczyć jako „zaliczone”?

Na czym polega współczesna dekadencja? Należy sprzedawać, konsumować, zarabiać a w tym celu zrobić wszystko, żeby się to udało. Tę myśl podsumowuje to moim zdaniem wiersz „Hologramy”: „żyjemy w okrutnym terrorze przedmiotów”. Natomiast w wierszu „Dekadencja” Marta Półtorak kolejny raz pokazuje, że potrafi znajdować ciekawe porównania, gdy okazuje się, że nagłówki gazet i bizantyjski przepych mogą mieć ze sobą wiele wspólnego. Myślę, że po części to zasługa wykształcenia autorki (jest absolwentką na kierunkach historia i dziennikarstwo) – co sprytnie i zgrabnie wykorzystuje w swoich tekstach, łącząc wiedzę historyczną ze zmysłem obserwatorskim notującym to, co dzieje się wokół nas żyjących tu i teraz. To też sprawia, że mimo licznych odniesień do dawnych czasów (m.in. Anna Boleyn, Wersal, Templariusze, Bizancjum, Stalingrad), to wiersze te nie są oderwaną od rzeczywistości „wariacją na temat”.

Choć Marcie Półtorak obca historia obca nie jest, to sporo wierszy dotyka tematów związanych z Polską. To wiersze o Polakach w obliczu śmierci i pogrzebu Jana Pawła II, Polakach z prowincji obgadujących swoich sąsiadów, Polakach u władzy pokazujących się przed wyborami na Jasnej Górze, to o naszych zwyczajach, a także kiczu, który towarzyszy naszej opiece miejsc kultu. Nie znajdziemy w tych wierszach bezpośredniej nagany, ale samo odkrywanie pewnych spraw powoduje, że każdy przyzwoity i trzeźwo myślący człowiek pomyśli, że coś jest nie tak z naszą sarmacką rzeczywistością.

Zaletą tomiku jest też dla mnie język, którym poetka się posługuje. Z jednej strony przyjmuje ona poważny ton, choć nie wzniosły, to jednak czasami zasadniczy, stawiający istotne kwestie „kawa na ławę”, jakby zmuszający tym samym, żeby się z nimi rozliczyć, przemyśleć, nie przejść obojętnie. Z drugiej strony, tak jak pisze: „ludzie są ludźmi” i widać to również po języku, którym się posługuje: „ludzie gadają że nocą…”. Taki sposób pisania sprawia, że czuję jakby ktoś mówił do mnie bezpośrednio, nie zastanawiając się i nie strojąc w piękne słówka tego, co ma do powiedzenia. Jednakże ile jest w tym liryzmu, gdy pisze: „… nabożnie czczona Mateczka/ nie ręką ludzką malowana/ kładzie do snu swe śmiertelne dzieci”. Plusem tych wierszy są też metafory, chociażby takie jak w tym fragmencie: „wracamy do początku/ gdzie władza tkwi/ w absolutnej przeźroczystości atoli/ uwięzionych w obrożach/ widmowych galeonów”.

Wadą tomiku jest brak polskich ogonków, pojawiający się tu i ówdzie – czasem nawet dwa razy w jednym wierszu („Impresjoniści”), czy też literówka pojawiająca się przy informacji o patronacie. Nie przeszkadza to w odbiorze tekstów, mimo tego czyta się je płynnie, ale myślę, że zwyczajnie szkoda, że tak wyszło. Ktoś tego nie dopatrzył.

Bez względu na ten mankament „Transmisje NA ŻYWO” trafiają do mnie, jest w nim taki rodzaj wrażliwości i mądrości, której w wierszach szukam. Pozostaje mi postawić je w takim miejscu na półce, skąd będą łatwo dostępne do następnego spotkania.

 

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawa, wnikliwa, dająca do myślenia recenzja. Odniosę się do tych fragmentów, które szczególnie mnie zafrapowały:

    "Pomimo całej wzniosłości, która pozłaca sferę mistyczną, czyniąc ją jeszcze bardziej odległą, Marta Półtorak widzi, że „ludzie są ludźmi/ a święci na pobożnych obrazkach/ obrośli w legendy”. To pozwala jej na porównanie tej sfery do science fiction („*** Zimne czeluście”)." -

    podobną myśl zawarła Victoria Nelson w swojej książce "Sekretne życie lalek" (którą właśnie zaczynam czytać). Nelson pisze we wstępie:

    "Aż do czasów renesansu religia była źródłem tematów dla większości wytworów kultury wysokiej (...) , ale w naszej świeckiej erze doszło do wymiany tradycyjnych ról; sztuka i kultura masowa nie tylko dostarcza treści nowym religiom, ale też tworzy normy moralne na użytek osób bezwyznaniowych."

    i dalej:

    "Konsumpcja artystycznych form fantastyczności stanowi tylko jeden ze sposobów, na które jako niewierzący pozwalamy sobie podświadomie wierzyć."

    oraz:

    "Jako członkowie zlaicyzowanego społeczeństwa, w którym kult sztuki zastąpił bezpośrednie biblijne objawienie, zwracamy się do tworów wyobraźni, aby dowiedzieć się, w jaki sposób nasze wciąż żywe pragnienie wiary w transcendentną rzeczywistość przetrwało poza obrębem naszej świadomości. Możemy umiejscowić ów wyparty impuls religijny, poddając analizie kategorię nadprzyrodzoności w powieściach i filmach fantastycznych, gdzie niemal powszechnie przyjmuje ona groteskową oraz demoniczną postać i nie występuje w anielskiej, życzliwej śmiertelnikom formie (...). Możemy poznać naturę naszej nieświadomej wiary w nieśmiertelną duszę, przyglądając się zmiennej roli, jaką spełnia pojawiający się we współczesnych opowiadaniach i filmach SF bezpośredni następca idola, symulakrum człowieka - marionetka, cyborg i robot."

    Podobnie, przytoczone przez Ciebie zdanie z wiersza "Hologramy": "żyjemy w okrutnym terrorze przedmiotów", przypomina cytat z napisanej dobre pół wieku temu "Poetyki marzenia" Gastona Bachelarda: "We współczesnym świecie, napastowani jesteśmy przez przedmioty".

    Powyższe przykłady potwierdzają Twoją spostrzegawczość i zdolność do przenikliwej analizy skomplikowanych zagadnień. Nie znalazłam w Twojej recenzji nic zbędnego czy powierzchownego, natomiast w najwyższym możliwym stopniu zachęciła mnie ona do zapoznania się z poezją Marty Półtorak - dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...